SAFE w części do umorzenia? "Rozmowy się toczą"

Dziś nie ma rozmów o starcie w wyborach ani rządowych awansach - mówi Wirtualnej Polsce Magdalena Sobkowiak, pełnomocnik rządu do programu SAFE. Opowiada nam o drugiej fazie programu - wspólnych zakupach. Mówi, co może być polskim eksportowym hitem. Zapowiada, że toczy się poważna rozmowa z Brukselą o ewentualnym umorzeniu części zadłużenia z SAFE.

Podpisanie pierwszych umów w ramach SAFE
29.05.2026 Bydgoszcz Podpisanie kolejnych umow finansowanych z programu SAFE 

n/z Magdalena Sobkowiak-Czarnecka

Fot. Jaroslaw Jozajtis/REPORTER
Jaroslaw Jozajtis/REPORTERMagdalena Sobkowiak-Czarnecka
Źródło zdjęć: © EAST_NEWS | Jaroslaw Jozajtis/REPORTER
Grzegorz OsieckiTomasz Żółciak

Tomasz Żółciak, Grzegorz Osiecki, Wirtualna Polska: Podsumujmy pierwszy etap wdrażania programu SAFE – do końca maja obowiązywała zasada single procurement, czyli samodzielnych zakupów przez państwa członkowskie. Czy cele zostały osiągnięte w stu procentach, czy może gdzieś noga się powinęła ze względu na napięty harmonogram?

Uważam, że osiągnęliśmy nawet więcej, niż zakładaliśmy. Łączna wartość kontraktów wyniosła 120 miliardów złotych, podpisano 62 umowy. Sama kwota 60 miliardów dla Huty Stalowa Wola – wcześniej zakładano niższą, udało się wykonać plan maksimum – to efekt ogromnego wysiłku przede wszystkim Agencji Uzbrojenia w ostatnich dniach maja.

Chcę też obalić pewien mit: te umowy nie były negocjowane przez trzy ostatnie dni maja. Pracowaliśmy nad nimi od miesięcy. To, co wydarzyło się po 8 maja, czyli po podpisaniu umowy z Komisją Europejską, to było głównie wprowadzanie formalności związanych z opisem mechanizmu SAFE. Dokumenty trafiały do Prokuratorii Generalnej, do umów wchodziły dodatkowe paragrafy. Firmy były na to przygotowane, bo przez cały czas pozostawaliśmy z potencjalnymi wykonawcami w kontakcie i wiedzieli, czego się spodziewać.

Ale czy ten kilkudniowy maraton podpisywania umów – ministrowie na tle sprzętu, wielkie uroczystości – nie był trochę polityczną pokazówką? Sami krytykowaliście PiS za podobne działania.

Trudno było tego nie pokazać. Przez siedem miesięcy słyszeliśmy: że na pewno Polska nie złoży skutecznie wniosku do SAFE, że na pewno nie uzyska ponad 40 miliardów euro, że na pewno nie będzie to polski sprzęt, że na pewno nie wpłynie zaliczka, i wreszcie – że na pewno nie zdążymy do końca maja. Wszystko wyszło tak, jak mówiliśmy. To my mówiliśmy prawdę, strona przeciwna się myliła. Te ostatnie dni maja były kropką nad i.

Myślę zresztą, że tak powinno być: chwalić się tym, co się dowiezie, a nie zapowiadać rzeczy, które jeszcze nie istnieją. My pokazaliśmy efekty wtedy, kiedy mieliśmy gotowe twarde wyniki.

Padał też argument, że nawet jeśli będzie to formalnie "polski sprzęt", to tak naprawdę produkt zagraniczny, wytworzony przez jakąś filię zagranicznej firmy w Polsce – taki "malowany" patriotyzm gospodarczy.

Cały zakontraktowany sprzęt pochodzi od polskich firm. Cały czas słyszałam, że na pewno będzie jakiś tajemniczy Rheinmetall Polska, który podpisze umowy. Nie było go. Umowy podpisywaliśmy z Hutą Stalową Wolą, Belmą, WB Electronics, Rosomakiem, Dezametem, Jelczem, Maskpolem. To są w pełni polskie firmy.

Myślę, że mamy tu do czynienia z kolejną próbą deprecjonowania programu SAFE w oczach opinii publicznej. Jeśli ktoś cały czas strzela ślepakami – bo ani zagranicznych produktów nie ma, ani pieniądze nie są "wykreowane" z czegoś innego – to w końcu opinia publiczna to dostrzega. Pieniędzy z tzw. "SAFE 0 proc." prezesa Glapińskiego nie widziałam do dziś, a środki z europejskiego mechanizmu SAFE w dużej mierze już zakontraktowaliśmy, a zaliczka jest na naszym koncie w BGK.

Ale powiedzmy wprost: Borsuk ma niemiecki napęd, Krab ma lufę na licencji Rheinmetalla – jaki procent komponentów w tych systemach pochodzi z zagranicy, a jaki powstaje w Polsce?

Lufa od Krabów jest produkowana w Polsce. Dokładnie w Ostrowcu.

K9 zamawiane przez ministra Błaszczaka w Korei mają napęd na niemieckiej licencji, więc naprawdę skończmy już z tą licytacją.

Zamawiamy w polskich firmach. Ostatnio czytałam artykuł w rumuńskiej prasie (Rumunia ma dużą alokację SAFE), gdzie Polskę stawiano za wzór, że byliśmy tak dobrze przygotowani, że kontraktujemy we własnym przemyśle. Rumuni akurat kupują w Niemczech i w Polsce, co też uważam za sukces, bo to kolejny nowy rynek dla nas.

Bardzo zapadła mi w pamięć rozmowa w Dezamecie, gdzie podszedł do mnie burmistrz Nowej Dęby. Mówił, że już myślał, że nic się tu nie uda, a teraz zakład ma zabezpieczone miejsca pracy i perspektywy rozwoju produkcji na wiele lat.

Ale pytamy o konkretny procent komponentów importowanych...

Agencja Uzbrojenia podpisała te 120 miliardów złotych wyłącznie z polskimi firmami. Pracują z nimi tysiące kooperantów. To jest prawdziwy efekt SAFE. Te pieniądze odczują dziesiątki małych polskich firm z wielu województw. Czasem ktoś w małym zakładzie produkuje np. uszczelki - do niego też trafią te pieniądze.

Ile spośród 62 podpisanych umów to nowe kontrakty, a ile – aneksy do już istniejących?

Na 62 umowy: 50 to nowe kontrakty, 12 to aneksy.

A jaka jest wartość tych aneksów?

Wszystko będziemy komunikować w swoim czasie. Mogę powiedzieć, że nowych jest więcej.

W międzyczasie zmieniły się warunki kredytowe, oprocentowanie poszło nieznacznie w górę. Czy to rzutuje na realizację programu SAFE?

Na razie nie. Dla nas najważniejszy będzie moment złożenia wniosku o pierwszą transzę – w październiku. Będzie to najpewniej największa transza, bo w ramach październikowej rundy będziemy rozliczać z Brukselą wszystkie projekty zakontraktowane do końca maja. To będzie duży zastrzyk pieniędzy.

Kiedy dziś mamy otwartą linię kredytową, oprocentowanie zaczyna mieć znaczenie dopiero w momencie wnioskowania o kolejne transze. Historycznie oscyluje ono wokół 3 procent i zawsze było niższe niż oprocentowanie polskich obligacji. Ale mechanizm SAFE nie jest też sztywnym gorsetem – jeśli znajdziemy lepsze finansowanie, możemy sfinansować zakupy z innych źródeł.

Toczy się też poważna rozmowa z Komisją o ewentualnym umorzeniu części zadłużenia wynikającego z mechanizmu SAFE.

To ciekawy wątek. Kiedy się rozstrzygnie, czy będzie to umorzenie i na jakich warunkach?

To, co mamy dziś wpisane na twardo w rozporządzeniu i w umowie, to możliwość wcześniejszej spłaty. Ale wzorem tego, co wydarzyło się przy KPO – w zakresie umorzeń lub przekwalifikowania środków – prowadzimy analogiczne rozmowy i sygnalizujemy nasze oczekiwania Komisji.

Najważniejszy argument w tych rozmowach jest jeden: nie mamy czasu. Kiedy mówię o roku 2030, nie mam na myśli daty z rozporządzenia SAFE – mam na myśli to, o czym mówią polscy generałowie. Okno czasowe się zamyka i musimy działać jak najszybciej. O ewentualnym umorzeniu mówi wprost w rozmowach z Komisją Europejską premier Kosiniak-Kamysz.

Oczywiście umorzenie nie dzieje się z dnia na dzień – przypomnę, że okres spłaty zaczyna się po 10 latach. Ale ta opcja leży dziś na stole.

Wróćmy do 6 miliardów euro zaliczki, która już do nas dotarła. Jak będzie rozliczana?

Ta kwota będzie proporcjonalnie odejmowana od każdej kolejnej transzy. Komisja po prostu zapłaciła z góry i przy każdej transzy będzie proporcjonalnie potrącać część zaliczki.

Wchodzimy teraz w etap common procurement – zakupów wspólnych z innymi państwami. Jak to będzie wyglądać i z kim rozmawiamy?

To temat, nad którym pracujemy od samego początku, bo było dla nas jasne, że rozmowy z innymi państwami wymagają czasu. Przy zakupach wspólnych decyduje nie jedno państwo, ale dwa lub więcej, i nie jedna armia, ale dwie lub więcej. Naszym dodatkowym celem było to, żeby jak największa część kontraktów w ramach common procurement była realizowana w Polsce.

Warto powiedzieć wprost: data 30 maja nie zamknęła możliwości zamawiania sprzętu w Polsce. Mam kilka bardzo konkretnych deklaracji na stole. W zeszłym tygodniu podpisaliśmy umowę w Kanadzie. Kanada jako jedyny kraj spoza Unii Europejskiej przystąpiła do mechanizmu SAFE i będzie kupowała nasz sprzęt. Zakończone są rozmowy z Grecją dotyczące systemu SAR realizowanego przez firmę ICEYE. Na stole leży kwestia zakupu przez Norwegię systemu SAN.

Szwecja zadeklarowała zakup "Ratownika". Rozmawiamy o kolejnych produktach. Jesteśmy zainteresowani tankowcami, które prawdopodobnie będziemy pozyskiwać z Hiszpanii. Mamy wspólny projekt łączności satelitarnej z Francją. Rumunia zadeklarowała zakup naszych dronów, a wiele krajów deklaruje zakup Piorunów.

W tym ostatnim przypadku mamy większe wyzwanie, bo musimy przede wszystkim zadbać o to, żeby produkcja szła w pierwszej kolejności na potrzeby polskiej armii. Żeby skorzystać z europejskich okazji rynkowych, będą konieczne szybkie inwestycje w firmę MESKO i zwiększenie jej zdolności produkcyjnych.

Te kontrakty za granicą nie biorą się znikąd. Dużo mówi się o dyplomacji gospodarczej. My z wicepremierem Kosiniakiem-Kamyszem, z Konradem Gołotą może nie mówimy za dużo, ale po prostu robimy. W każdą podróż zabieramy polskie firmy. My otwieramy drzwi w ministerstwach obrony - firmy dostają zamówienia.

Czy wiadomo, o ile program SAFE może zwiększyć produkcję i zatrudnienie w polskim przemyśle?

Już ruszyło zwiększanie zatrudnienia w większości zakładów, w których byliśmy - Nowa Dęba, Stalowa Wola, Ożarów Mazowiecki, Bydgoszcz. To są setki miejsc pracy.

Tradycyjnie produkowaliśmy wyłącznie na własny rynek. Pierwszą dużą zmianą, którą wprowadziliśmy, jest już to, że dziś nie 20, lecz 50 proc. zakupów armii realizujemy w polskim przemyśle zbrojeniowym. W przypadku SAFE ten wskaźnik sięga prawie 90 proc., a wyjście na rynki eksportowe to absolutna nowość. Wejście do Kanady, wejście na rynek rumuński z dronami – to zupełnie nowy rynek dla WB Electronics.

Grecja to nowy rynek dla ICEYE. SAN to nowość dla PGZ. ORP "Ratownik" nigdy nie był sprzedawany za granicę. Żyjemy w historycznym momencie dla polskiego przemysłu obronnego.

Które produkty będą naszymi hitami eksportowymi w ramach SAFE?

Te, które wymieniłam, a do tego dochodzi Baobab i inne systemy. Wolę jednak dziś mówić o tych rzeczach, na które przyszły już listy intencyjne – kiedy mamy twardą deklarację ze strony innego rządu. Nie wyprzedzam faktów.

A jaka może być szacunkowa wartość tego eksportu?

Jeszcze za wcześnie, żeby to mówić – teraz zaczynają się dopiero negocjacje cenowe. I to będzie bardzo ciekawa sytuacja rynkowa, bo rozporządzenie SAFE wymaga jednolitej ceny, niezależnie od tego, kto kupuje. Tymczasem tradycją na rynku zbrojeniowym było sprzedawanie nieco taniej na własne potrzeby, a drożej za granicę. Teraz trzeba będzie te ceny wybalansować. To kolejne ogromne zadanie dla Agencji Uzbrojenia – a jej praca lubi ciszę.

Mówi się dużo o zakupach i sprzęcie. Czy toczą się w rządzie rozmowy o tym, jak przygotować zaplecze – szkoły zawodowe, kadrę dla rozwijającego się przemysłu zbrojeniowego?

Tak, rozmawiamy o tym. Dużą rolę będzie tu odgrywał PGZ. Pracujemy nad projektem klas specjalnych w szkołach, w których kształciliby się przyszli pracownicy Grupy. To po pierwsze. Po drugie – już zapadła decyzja o otwarciu stref przemysłowych dla przemysłu zbrojeniowego, co zdecydowanie przyspiesza procedury.

Premier Kosiniak-Kamysz mówił, że zbrojeniówka powinna pracować 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. Daleko nam jeszcze do tego, ale musimy odnaleźć się w tym czasie pośrednim – między wojną a pokojem – również gospodarczo. Myślę, że konkretne decyzje w tej sprawie pojawią się wkrótce.

A co z Polską Amunicją? Były wokół niej pewne kontrowersje – czy to był projekt przestrzelony?

To kolejna ślepa salwa ze strony opozycji. Miała być wielka afera wokół Polskiej Amunicji i jednego z byłych posłów PiS, a finalnie…

Finalnie spółki nie ma w programie SAFE, a Paweł Poncyljusz przestał być jej prezesem.

Mamy podpisane kontrakty amunicyjne: jeden z Dezametem, drugi – z MESKO. Generalnie kontrakty amunicyjne z Grupą PGZ są podpisane i realizowane, wcześniej przeprowadzono też duże inwestycje w zdolności produkcyjne PGZ. Przy podpisywaniu umowy w Dezamecie mogłam stwierdzić jednoznacznie: stuprocentowa produkcja na terenie Polski.

Czy te kontrakty będą teraz ogrywane w kampanii wyborczej – będzie odwiedzanie zakładów, przecinanie wstęg?

Postawiliśmy kropkę nad i: program SAFE wymyślony w Polsce, produkty dla polskiej armii zamawiane w polskim przemyśle zbrojeniowym. To już jest bezdyskusyjne – końcówka maja pokazała, że od początku mówiliśmy prawdę.

Lucjusz Nadbereżny, prezydent Stalowej Woli, miał pretensje, że przy podpisywaniu kontraktów dla tamtejszej Huty nawet nie był zaproszony...

Przypomnę, że pan prezydent Nadbrzeżny jeszcze niedawno mówił, że program SAFE jest Stalowej Woli w ogóle niepotrzebny. Dziś Huta Stalowa Wola dostaje zamówienia na 60 miliardów złotych. Wyborcy sami muszą sobie odpowiedzieć na pytanie: kto miał rację – ten, który krzyczał, że SAFE jest niepotrzebny, czy ten, który przyjechał do Stalowej Woli z kontraktami wartymi 60 miliardów?

Opozycja twierdzi, że SAFE to bezprawny program i zapowiada konsekwencje dla sygnatariuszy. Macie obawy?

Żadnych. Umowa była opiniowana przez Prokuratorię Generalną. Wszystko zostało zrobione zgodnie z prawem. Warto tu też oddać zasługi premierowi Morawieckiemu, który przeprowadzał ratyfikację decyzji Rady o zasobach własnych. Sam mechanizm SAFE bazuje właśnie na tej decyzji – czyli na tym, że Komisja w imieniu państw członkowskich może się zapożyczać. To się właśnie wydarzyło. Nie ma żadnych wątpliwości co do zgodności z prawem wszystkich kroków, które podejmowaliśmy.

Czy polityczna misja z SAFE jest dla pani zakończona?

Jeszcze zakupy wspólne przed nami – więc nic się nie kończy, wszystko się zaczyna.

A co z pani własną karierą? Media spekulują o roli wicepremiera albo twarzy kampanii...

Dla mnie zawsze najważniejszy jest projekt, którym się zajmuję, i dowiezienie wszystkich powierzonych zadań. Zadaniem było wynegocjowanie jak największej kwoty w Brukseli – jest. Zadaniem było wydanie pieniędzy przede wszystkim w polskim przemyśle zbrojeniowym – jest. Zadaniem było terminowe zawarcie kontraktów – jest. Teraz mam kolejne zadanie: zdobywanie partnerów do wspólnych zamówień.

Gdyby zadaniem było zostanie wicepremierem lub poprowadzenie kampanii, też by się udało?

Dziś takich rozmów nie ma. Najważniejsze jest to, że każdy projekt, którym się zajmuję, realizuję z pełnym poświęceniem i angażując całe serce.

Jest pani ministrem zadaniowym – prezydencja, teraz SAFE. Może czas na stałą funkcję, jakiś ważny urząd?

Bardzo dobrze czuję się w projektach, w których zaczynamy prawie od pustej kartki, a kończymy na konkretnych efektach. Taka praca jest dla mnie naturalna.

Startowałaby pani z listy PSL czy Koalicji Obywatelskiej?

Dziś nie ma żadnej rozmowy o starcie w wyborach.

Ale wyklucza pani taki start?

Życie nauczyło mnie, żeby nigdy niczego nie wykluczać.

Na koniec – poruszająca była Pani wypowiedź o córce podczas uroczystości w Stalowej Woli. Czy to nie było trochę zbyt melodramatyczne?

Może i była poruszająca. Ostatnie kilka miesięcy było bardzo intensywnych i bardzo trudnych. Przez cały ten czas czytałam, że jestem niemiecką agentką, że to co robię, jest absolutnie niezgodne z polskim interesem. I moment przyjazdu do Stalowej Woli z kontraktami wartymi 60 miliardów, wejścia do hali, gdzie stoi polski sprzęt zamawiany w polskiej hucie, a nad wszystkim powiewa duża biało-czerwona – to był moment dużych emocji.

Ostatnie pytanie, bardziej generalne: skoro mówimy o tak wielkich sumach i potężnym zadłużeniu, czy nie ma ryzyka, że część tych pieniędzy zostanie wydana nie na to, co naprawdę potrzebne, tylko dlatego, że akurat są dostępne?

Nie, tu nie ma takiej wątpliwości. Sam system zakupów pozostał nienaruszony. Zmieniło się tylko źródło finansowania – rząd był odpowiedzialny za pozyskanie środków i pozyskaliśmy je w Brukseli. Ale planistą w tym procesie nadal jest Sztab Generalny i to on odpowiada za listę zakupową. Agencja Uzbrojenia nadal negocjuje kontrakty. Nic się w tej logice nie zmieniło.

Zresztą rozmowy z generałami i dowódcami rodzajów sił zbrojnych to potwierdzają. Wszyscy mówili to samo: tworzone były jednostki, ale brakowało im sprzętu. Mechanizm SAFE wypełnił tę lukę. Nie mamy czasu, trzeba się dozbrajać jak najszybciej. Kiedy patrzę na te arkusze negocjacyjne i widzę, jak program był ważny dla Polski – to robi naprawdę duże wrażenie.

Wybrane dla Ciebie
NIE WYCHODŹ JESZCZE! MAMY COŚ SPECJALNIE DLA CIEBIE